12 sierpnia to kluczowa data dla całego e-commerce. Od tego dnia zaczną obowiązywać kolejne wytyczne dyrektywy PPWR. Jednym z kluczowych obowiązków e-sprzedawców będzie pozyskanie numerów EPR (Extended Producer Responsibility – Rozszerzona odpowiedzialność producenta) w każdym kraju Unii Europejskiej, do którego wysyłane są produkty.

Najmocniej nowe obowiązki odczują merchanci sprzedający za pośrednictwem platform marketplace typu Allegro, Amazon oraz wielu innych. Od tego dnia platformy będą zobowiązane do wymagania od sprzedawców numerów EPR dla poszczególnych krajów, a w przypadku braku numeru/ów – będą blokować oferty.

Czy sprzedając we własnym sklepie internetowym zagranicą muszę mieć numer EPR?

Krótka odpowiedź brzmi: Technicznie rzecz biorąc – tak (Twój system sklepowy przyjmie zamówienie i pozwoli Ci nadać paczkę). Prawnie – absolutnie nie.

Sprzedając z własnego sklepu internetowego (tzw. niezależnego e-commerce), podlegasz dokładnie tym samym przepisom o Rozszerzonej Odpowiedzialności Producenta (EPR) co sprzedawcy na Amazonie czy Allegro. Różnica polega jedynie na sposobie weryfikacji i egzekwowania prawa.

Dlaczego własny sklep daje złudzenie, że „można”?

Platformy typu marketplace (Amazon, Allegro, eBay) działają jako tzw. strażnicy dostępu. Przepisy unijne (w tym Akt o Usługach Cyfrowych – DSA) nakładają na nie współodpowiedzialność za to, co dzieje się na ich platformach. Jeśli wpuszczą sprzedawcę bez EPR, same dostaną gigantyczne kary. Dlatego blokują Cię automatycznie z poziomu panelu sprzedawcy.

We własnym sklepie internetowym:

  • Żaden automatyczny algorytm nie zablokuje Ci przycisku „Kup teraz” dla klienta z Berlina czy Paryża.
  • Ryzyko wykrycia na samym początku działalności jest mniejsze, bo nikt nie monitoruje Twojej strony 24/7.
  • Obowiązek prawny pozostaje jednak w 100% taki sam – od pierwszej wysłanej paczki (w krajach bez progów minimalnych, takich jak Niemcy czy Francja) stajesz się podmiotem wprowadzającym odpady na tamtejszy rynek.

Co realnie ryzykujesz, wysyłając paczki bez EPR?

Jeśli zagraniczny urząd lub instytucja kontrolna (np. niemiecki Zentrale Stelle Verpackungsregister) wykryje, że wysyłasz towary do ich obywateli bez rejestracji, konsekwencje mogą być bardzo bolesne:

  1. Wysokie kary administracyjne: W Niemczech za brak wpisu do rejestru LUCID grożą kary teoretyczne do nawet 200 000 EUR, a we Francji do 7 500 EUR dla osób fizycznych / 37 500 EUR dla spółek.
  2. Niemieckie Abmahnung (zorażające wezwania do zapłaty): Na rynku niemieckim bardzo prężnie działają kancelarie prawne i organizacje ochrony konsumentów lub… Twoja bezpośrednia konkurencja. Przeglądają one sklepy internetowe wysyłające do Niemiec, sprawdzają publiczne rejestry i wysyłają oficjalne, przedprocesowe wezwania do zapłaty za nieuczciwą konkurencję. Koszt takiego „upomnienia” od prawnika to często od kilkuset do kilku tysięcy euro na dzień dobry.
  3. Zakaz sprzedaży na dany rynek: Urząd może wydać oficjalny nakaz wstrzymania dostaw na teren ich kraju.

Jak do tego podejść z głową?

Nie musisz od razu rejestrować się w 27 krajach Unii Europejskiej, wydając na to fortunę. Najlepsza strategia to świadome zarządzanie rynkami wysyłki:

  • Krok 1: Zablokuj w konfiguracji koszyka wysyłkę do krajów, w których procedury EPR są drogie i skomplikowane (np. Austria, ze względu na wymóg posiadania drogiego pełnomocnika notarialnego), dopóki nie rozwiniesz tam skrzydeł.
  • Krok 2: Otwórz wysyłkę tylko na te kraje, gdzie rejestracja jest tania i prosta (np. Niemcy, gdzie za LUCID i minimalny ryczałt recyklingowy zapłacisz łącznie ok. 50–150 zł rocznie).
  • Krok 3: Rozszerzaj listę krajów wraz ze wzrostem liczby zamówień z danego kierunku.

Opracowane przez
Paweł Skarżyński
Paweł Skarżyński